O dawnych asach Formuły 1 słów kilka

Modena Motorsport Ferrari Track Days

Formuła 1 to marka, która elektryzuje każdego, kto choć trochę fascynuje się motoryzacją. Biorąc pod uwagę jak wielkie pieniądze oraz zainteresowanie medialne towarzyszą tym wyścigom nie można się dziwić ich popularności. Jeśli dodać do tego, iż najznamienitsze firmy z branży motoryzacyjnej za punkt honoru stawiają sobie zwycięstwo w nich, a sam udział w zawodach jest obwarowany wieloma zastrzeżeniami o przyszłość tego przedsięwzięcia można być spokojnym.

Wszystko zaczęło się na starym lotnisku RAFu 13 maja 1950 roku – wtedy to właśnie na oczach króla Imperium Brytyjskiego, ówcześnie Jerzego VI oraz jego żony, królowej Elżbiety, tor SIlverston stał się areną zmagań konstruktorów, mechaników i kierowców. Te historyczne zawody to pojedynek Juana Manuela Fangio oraz Nino Fariny, ostatecznie zakończony zwycięstwem Argentyńczyka z Teamu Alfy Romeo.

Rok później wygrywa jednak Włoch, który w skutek nieszczęśliwego wypadku pauzuje cały, następny sezon. Seria trzynastu zwycięstw pod rząd przynosi tytuł Alberto Ascariemu zarówno w 1952 jak i 1953 roku. Fangio swój wielki come back notuje rok później i nie oddaje zwycięstwa w cyklu Grand Prix przez kolejne cztery sezony. Z Ascarim związana jest jeszcze jedna, niestety bardzo tragiczna, historia – zginął on podczas treningu na torze w Monzie. Na pamiątkę tego wydarzenia jedna z szykan na torze nazwana jest jego imieniem.

Czterdzieści siedem lat na karku oraz pięciokrotne (pod rząd!) zwycięstwo w zawodach dało do zrozumienia Fangio, iż najlepszym czasem na odejście mistrza jest moment chwały. Czyż nie można powiedzieć tak o człowieku, który zwyciężał w wyścigach dwadzieścia cztery razy oraz trzydzieści pięć razy stawał na podium? Ciekawostką jest fakt, iż podczas kariery reprezentował on barwy Alfy Romeo, Mercedesa, Ferrari oraz dwukrotnie Maserati.

W 1958 roku organizatorzy doszli do słusznego wniosku, iż należy docenić nie tylko kierowców ale i „cichych” twórców ich sukcesów czyli konstruktorów. Pierwszym z nagrodzonych był zespół Vanwall. Są to również lata dominacji Brytyjczyków – Mike Hawhron jest pierwszym z nich. Jednak to Colun Chapman, konstruktor płyt podłogowych i założyciel Team Lotus spowodował, iż to właśnie bolidy spod znaku Union Jacka zdominowały całą dekadę.

Nie mniej istotna rewolucją techniczną było umieszczenie silnika za kierowcą zamiast z przodu. Cooper-Climax, będący pomysłodawcą, najpierw wypróbował je w zawodach Formuły 3, a ostatecznie wprowadził w 1959 roku, kiedy to jego kierowca, Jack Brabham, przez dwa lata z rzędu zostawał mistrzem świata. Od 1961 wszystkie teamy regularnie biorące udział w zawodach stosowały to rozwiązanie.

Kolejne lata to ekspansja rozmaitych konstruktorów oraz zespołów i czas świetności wielu herosów toru takich jak Michael Schumacher czy Ayrton Senna. Niezmiennie jednak zawody to mocna konkurencja oraz prestiż, a także rozwój technologiczny (dotyczący aerodynamiczności, układu kierowniczego czy paliwowego).

Dziwić zatem nie może, iż cieszą się one ciągłym zainteresowaniem zarówno mediów jak i kibiców. Dodając do tego olbrzymie pieniądze i wydatki na reklamę, a także prestiż czy organizowanie ich poza Europą (kraje arabskie) należy sądzić, że jeszcze przez długi czas rozgrzewać będą one publiczność do czerwoności.

Autor artykułu
Artykuł został przygotowany przez Nokaut.pl

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *